Najpierw chcę się przedstawić. Nazywam się Rudzia i jestem rasowym kundelkiem. Ale podobam się wszystkim i podobno jestem bardzo sympatycznym pieskiem. Moja mama i tata na pewno by to potwierdzili, ale i wszystkim innym ludziom się podobam.
Pierwsze trzy, może cztery lata mego pieskiego życia były bardzo trudne i nieszczęśliwe, ale zmieniło się to, kiedy na mojej drodze życia pojawili się moja obecna mama i tata. Oni zatrzymali się na parkingu i zauważyli mnie podbiegającą do każdego zatrzymującego się sa-mochodu. Do nich też podbiegłam i oni mnie pogłaskali, ale ponieważ zajechały nowe samochody, pobiegłam do nich. Mama z tatą obserwowali to ze dwie godziny i potem postanowili działać. Doszli do prawidłowego wniosku, że jestem bezpańskim pieskiem i zdecydowali się mnie zabrać ze sobą, za co im jestem do dziś wdzięczna. Wujek weterynarz powiedział im bowiem potem, że byłam tak wycieńczona, że miałam przed sobą tydzień życia. Potem bym zmarła z głodu. Bał sie nawet po wzięciu mnie, że i tak nie przeżyję, ale przeżyłam! I teraz mam dwójkę kochających mnie opiekunów i ja ich też kocham i staram się im odwdzięczyć za ratunek. Okazało się przy tym, że jestem kochanym, miłym, sympatycznym pieskiem, który zdobył sobie sympatię w całej okolicy. Wszyscy mnie lubią i okazują mi to wyraźnie. A ja się rozkoszuję ich drapaniem i głaskaniem.
Mój tata spisał nawet moje opowieści i zebrał je w książeczce "Rudzia i Puzia". Puzia to ponad trzydziestoletnia papużka nimfa mamy i taty, z którą się zaprzyjaźniłam.
Mam zamiar pisać na tym blogu o wszystkim, co mi się wydarzyło i dzieje i o różnych problemach psiego życia.
Serdecznie więc zapraszam wszystkich zaintere-sowanych!
Do następnego spotkania na tym blogu!
Pozdrawiam
Rudzia